Jesteś tutaj: HomeAktualnościDzieci naprawdę są głodne

Dzieci naprawdę są głodne

kidsGdy okazało się, że w Polsce są głodne dzieci poseł Stefan Niesiołowski z Platformy Obywatelskiej bardzo się oburzył. Grzmiał, że to wroga propaganda, że opozycja chce ośmieszyć rząd, a gdy już zabrakło mu argumentów polecił, by głodujące dzieci posiliły się szczawiem z przydrożnych rowów.

Tymczasem dane GUS są bezlitosne. Wynika z nich, że co trzecie dziecko żyje w biedzie, co szóste 
w nędzy. Dziennik „Rzeczpospolita" opierając się na tych danych pisze, że świadczenia rodzinne przysługujące dzieciom żyjącym w biedzie otrzymuje aż 2,5 miliona osób w wieku 0-17 lat. Z pomocy społecznej, która jest adresowana do osób żyjących w jeszcze gorszych warunkach korzystało aż 16 procent najmłodszych. Z danych udostępnionych gazecie przez resort pracy, w ubiegłym roku zasiłki rodzinne pobierało 2,5 miliona osób. Zgodnie z przepisami do takich świadczeń upoważnione są osoby w rodzinach których oficjalny dochód netto na osobę przekracza 504 zł (ewentualnie 583 zł, gdy wychowuje się w niej dziecko niepełnosprawne). A to jest według „Rzeczpospolitej" minimum egzystencji. Jeśli się go nie osiąga, rodzina ma problem z przeżyciem i doświadcza nędzy.

GUS szczegółowo przeanalizował też sytuację rodzin i podał zaskakujące dane. Prawie połowa osób korzystających ze świadczeń, czyli 1,2 miliona dzieci, żyje w rodzinach, gdzie dochód jest niższy niż połowa zarobków uprawniających do świadczeń. Zarobki nie przekraczają 252 zł (lub 292 zł) na osobę. Eksperci, do których zwróciła się „Rzeczpospolita", nie pozostawiają suchej nitki na sposobie prowadzenia naszej polityki społecznej. Podkreślają, że to nie emeryci, ale dzieci są najbardziej narażone na biedę. Zwracają też uwagę, że państwo pomija grupy najbardziej potrzebujących, czyli niepełnosprawnych i dzieci, zwłaszcza w rodzinach wielodzietnych, a pomaga tym, którzy tej pomocy nie potrzebują. Stanisław Kluza, demograf i ekonomista, wskazuje, że rząd powinien jak najszybciej obniżyć opodatkowanie rodzin, by zostawiać tam jak najwięcej ich dochodu.

Zdaniem Piotra Brody-Wysockiego, socjologa z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych o głodzie dzieci nie mówimy, bo wstyd nam się przyznać, że w kraju należącym do Unii Europejskiej, w XXI wieku mamy z tym problem. Według „Rzeczpospolitej" badania pokazują, że pod względem ubóstwa jesteśmy na 24. miejscu w UE, a pod względem niedożywienia dzieci za Polską jest tylko Rumunia i Bułgaria. Aż 8,5 procenta badanych dzieci nie je nic przed wyjściem do szkoły i nie przynosi drugiego śniadania. Prawie 
5 procent uczniów z powodu niedożywienia nie jest w stanie skupić się na lekcji, a prawie 2 procent dzieci jest nadmiernie wychudzonych. Jako pierwsza problem biedy wśród dzieci poruszyła Fundacja „Maciuś", wokół której zrobiło się bardzo głośno. Niemniej sprawa staje się coraz bardziej poważna, bo z biednego dziecka wyrasta biedny dorosły, który może nie mieć miał żadnych marzeń, aspiracji i dążeń. Jedyną jego wartością będzie bieda jako wzorzec w którym wyrósł. Tak może być, ale wcale nie musi.

Go to top