Leżę przykuta do łóżka, poważnie chora. Wygląda na to, że spędzę tu trochę czasu. Dzieci skaczą po tapczanie. Moja najmłodsza - roczna córcia głośnym piskiem oznajmia, że chce pić. Wygląda na to, że nie opanuję sytuacji. Żeby trochę uspokoić towarzystwo usiłuję czytać głośno bajkę, ale maleństwo z uporem maniaka próbuje zjeść książeczkę. Potem układamy puzzle, efekt wysiłków jest podobny, zresztą do przewidzenia. Przypomina mi się, jak przy każdej ciąży, leżąc na podtrzymaniu, udawało mi się nauczyć czytać moje cztero- i pięciolatki. Traktowałam to jak zabawę, dodatkową okazję, by wejść w bliższy kontakt z dziećmi. Przyjmuję silne leki, w głowie mi wiruje, czuję się coraz słabsza. Wygląda na to, że nic już nie zrobię z moimi pociechami, nawet nie porozmawiam.