Jesteś tutaj: HomeRODZINNE FINANSEPo co PAŃSTWU dzieci?

Po co PAŃSTWU dzieci?

fot.olly-Fotolia.comMożna łatwo oszacować, że Polak, który zarabia średnią krajową, w ciągu 43 lat swojej pracy w formie różnych podatków i opłat płaci państwu aż 1,5 miliona złotych, czyli 75 procent swoich dochodów.

Podawano różne wyliczenia pokazujące, jak drogie jest wychowanie dzieci w Polsce. Według szacunków Centrum im. Adama Smitha, utrzymanie i wychowanie dziecka w Polsce do 20 roku życia kosztuje aż 190 tysięcy złotych. I państwo w tym nie pomaga, choćby poprzez obniżenie podatków. Rzeczniczka prezydenta Bronisława Komorowskiego w „Dzienniku Gazecie Prawnej” stwierdziła nawet, że najbliższych budżetach nie ma miejsca na skuteczną politykę rodzinną. Mało tego, politycy najwyższej rangi buńczucznie mówią, że dzieci kosztują za dużo wydatków państwa. Premier Donald Tusk powiedział, „najtańsze dla państwa są małżeństwa bezdzietne”. Czy rzeczywiście? Przecież wszelkie wydatki na dzieci są opodatkowane! Warto policzyć, jaką sumą przeciętny Polak karmi polski system biurokratyczno-polityczny?

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w maju 2012 roku przeciętne wynagrodzenie brutto wyniosło 3618 złotych. Oznacza to, że średnia płaca netto, po odjęciu składek emerytalnej, rentowej, chorobowej, na NFZ oraz podatku od dochodów osób fizycznych, jest na poziomie 2587 złotych miesięcznie. Płaca brutto to oczywiście nie jest całkowity koszt dla pracodawcy zatrudniającego na umowę o pracę, gdyż do tego dochodzi jeszcze składka na ZUS po stronie pracodawcy oraz składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W rezultacie łącznie państwo zabiera przeciętnemu pracownikowi 1781 złotych miesięcznie (40,8 procenta tego, co wydaje na niego pracodawca), czyli 21 372 złotych rocznie. Po wydłużeniu wielu emerytalnego do 67 roku życia, przeciętny pracownik, który ukończył studia wyższe, będzie w swoim życiu pracował (jeśli dożyje) 43 lata. Oznacza to, że w ciągu tego okresu (zakładając, że przez 10 procent czasu będzie na bezrobociu) odda państwu tylko z tytułu swojej pracy około 827 tysięcy złotych. Osoby bez studiów będą pracowały znacznie dłużej, więc państwo zabierze im jeszcze więcej.

Jednak to nie wszystkie haracze, jakie polskie państwo zabiera przeciętnemu Polakowi. Do tego dochodzą różnorakie podatki, które trzeba płacić z pozostałych pieniędzy, czyli pensji netto. Sama podstawowa stawka podatku VAT wynosi 23 procent. Do tego dochodzą inne podatki, jak wysoka akcyza na paliwa, energię elektryczną, alkohole czy papierosy, cła na towary importowane, podatek od zysków z lokat bankowych, od czynności cywilnoprawnych, od spadków i darowizn, od kopalin, opłata paliwowa, CIT (który płaci się w wyższych cenach towarów i usług) czy podatki lokalne, jak podatek od nieruchomości, od środków transportu, od deszczu, rolny, leśny, opłata miejscowa, targowa i parapodatki jak obowiązkowy abonament RTV czy koszty związane z udzielaniem tysięcy licencji. Nie mówiąc o podatku inflacyjnym, podatku o nazwie „korupcja” czy rencie monopolowej zgarnianej przez państwowe koncerny na niezderegulowanym rynku. Przy takim fiskalizmie śmiało można postawić tezę, że co najmniej połowa naszej pensji netto idzie na opłacenie podatków i różnych opłat. Oznacza to, że w ciągu roku na te podatki przeciętny Polak wydaje 31 044 zł, czyli około 667 tysięcy złotych w ciągu 43 lat pracy i życia.

Jeśli dodamy do siebie te dwie kwoty, to wychodzi nam, że łącznie hipotetyczny Polak, który przez całe swoje życie zarabiałby średnią krajową, podczas 43 lat swojej pracy pod postacią różnych podatków i opłat przekazuje państwu około 1,5 miliona złotych. Oczywiście jest to sytuacja czysto hipotetyczna, bo ceny i płace ciągle się zmieniają i nikt przez całe życie nie zarabia tej samej sumy miesięcznie. Jednak wyliczenie to pokazuje skalę wyzysku przeciętnego Polaka przez bezduszny system państwa opiekuńczego.

Według Centrum im. Adama Smitha tegoroczny Dzień Wolności Podatkowej wypada w Polsce 21 czerwca, jednak zeszłoroczne wyliczenia think tank musiał skorygować aż o dwa tygodnie na niekorzyść – miał być 24 czerwca, a ostatecznie okazało się, że z powodu większych wydatków sektora finansów publicznych dzień, w którym przestaliśmy „płacić” podatki, a zaczęliśmy pracować tylko na siebie, wypadł dopiero 7 lipca (dla porównania w USA w 1910 roku Dzień Wolności Podatkowej wypadł 19 stycznia). Podobnie może być w tym roku. Tak czy inaczej według wyliczeń Centrum przeciętny Polak (w tym emeryci, dzieci, bezrobotni itd.) oddaje państwu „tylko” około połowy tego, co zarobił. Natomiast z moich szacunków wynika, że przeciętny pracujący Polak, który w ciągu 43 lat zarobi niewiele ponad 2 miliony złotych, państwu przekazuje około 1,5 miliona złotych, czyli aż 75 procent! Zaledwie 1/4 pozostaje na życie i wszystkie jego wydatki. Mniej oddają państwu niepracujący, więc może lepiej nie pracować?

Tomasz Cukiernik – prawnik, dziennikarz, podróżnik i fotograf. Doktorant na wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Jest ekspertem wolnorynkowego Instytutu Globalizacji i współpracuje z wolnorynkowym Instytutem Misesa. Jest autorem książki „Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka” oraz współautorem siedmiu tomów podróżniczej serii „Przez Świat”. Na stałe współpracuje z tygodnikiem „Najwyższy CZAS!” oraz miesięcznikiem „Opcja na Prawo”. Jego teksty ukazały się ponadto między innymi w „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Naszym Dzienniku”, „Globtroterze”. Szef działu polityczno-gospodarczych newsów z całego świata na portalu korwin-mikke.pl. Zajmuje się także redakcją książek. Jego pasją są dalekie podróże i wędrówki górskie. Poza Europą odwiedził między innymi Birmę, Tajlandię, Kambodżę, Indie, Nepal, Wenezuelę, Peru, Boliwię, Chile, Tunezję, Chiny, Nową Zelandię, Fidżi, Gruzję i Armenię. Prowadzi swoją stronę internetową www.tomaszcukiernik.pl.

Go to top