Jesteś tutaj: HomeRODZINNE FINANSEUbóstwo napędza emigrację

Ubóstwo napędza emigrację

auremar-fotoliaW Polsce od lat królują „szmateksy", czyli sklepy sprzedające używane ubrania z Zachodu, lombardy, gdzie tanio można kupić używane sprzęty, promocje w hipermarketach i na allegro oraz „chwilówki", czyli krótkoterminowe pożyczki z bardzo niekorzystnym oprocentowaniem, a ludzie w większości kupują używane samochody, bo ich nie stać na nowe.

Pod koniec 2012 roku Łukasz Piechowiak napisał na portalu bankier.pl, że liczba ubogich w Polsce w ciągu roku wzrosła o 300 tysięcy osób co oznacza, że 2,5 miliona ludzi nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. W województwie świętokrzyskim aż 26,2 procent gospodarstw domowych osiąga dochód netto na osobę poniżej granicy ubóstwa, która wynosi 768,2 zł miesięcznie. Z kolei raport opublikowany przez Komisję Europejską wskazuje, że w Polsce 27,2 procent obywateli jest zagrożonych ubóstwem oraz wykluczeniem społecznym. Inne szacunki mówią, że w Polsce 5,7 procent ludzi żyje poniżej minimum egzystencji, a 17 procent jest zagrożonych ubóstwem. Najbardziej przykre jest jednak to, że wskaźnik ubóstwa wśród małżeństw z co najmniej czwórką dzieci sięga aż 34 procent. Statystyka mówi, że rodzice wielodzietni są dobrymi pracownikami i zarabiają więcej niż średnia krajowa, ale po przeliczeniu dochodu na członka rodziny, przy licznym potomstwie, wypadają  właśnie poniżej granicy ubóstwa. Bywa, że rodziny zaczynają mieć trudności, kiedy po narodzinach dzieci, matka przestaje pracować zawodowo i poświęca się wychowaniu dzieci, a ojciec nie jest w stanie utrzymać rodziny ze swojej pracy, bo w ramach antyrodzinnej polityki podatkowej  aż 75% jego pensji brutto pożerają różnorakie podatki. Czarny scenariusz może wyglądać tak: głowa rodziny popada w kryzys, zaczyna zaglądać do kieliszka,  traci pracę, idzie po zasiłek, w rodzinie dochodzi do kłótni, potem do rozwodu, a dzieci trafiają do domu dziecka lub rodziny zastępczej. A kredyty, szczególnie „chwilówki", to przysłowiowy "gwóźdź do trumny".

Od 2010 do 2012 roku łączna suma prywatnych długów Polaków wzrosła o ponad 68 procent z 22 mld zł do 37 mld zł. W 2012 roku przeciętny Polak miał do spłacenia wierzycielom około 16 tysięcy zł, a aż 2,2 miliona mieszkańców naszego kraju nie radzi sobie ze spłatą zadłużenia. W 2011 roku w Polsce z powodów problemów finansowych aż 450 osób popełniło samobójstwo, podczas gdy w 2007 roku było to 270 osób. Oznacza to wzrost o niemal 67 procent w ciągu czterech lat! Od 2004 roku do Polski sprowadzono około 7 milionów używanych samochodów, z których zdecydowana większość to ponad 10-letnie rzęchy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2006 roku średni wiek samochodów w Polsce wynosił 14 lat, podczas gdy w 2010 roku przekraczał już 15,5 roku. Dla porównania na terenie Unii Europejskiej auto ma średnio 8 lat. W Polsce samochody ponad 16-letnie stanowią niemal połowę jeżdżących po naszych drogach pojazdów, a aut poniżej pięciu lat jest zaledwie 10,8 procent.

Polacy z powodu biedy coraz mniej oszczędzają. Jak informuje portal bankier.pl, zaledwie 8 procent Polaków deklaruje, że regularnie oszczędza, a aż 56 procent wszystkie pieniądze przeznacza na bieżące potrzeby. Z raportu NBP wynika, że stopa dobrowolnych oszczędności Polaków osiągnęła najniższy poziom od początku 2000 roku i w 2012 roku po raz pierwszy od 12 lat spadła poniżej zera. Chodzi o pieniądze, które odkładamy z własnej woli, np. w ramach indywidualnych kont emerytalnych lub pracowniczych programów emerytalnych. Z ankiety przeprowadzonej w październiku 2012 roku przez CBOS wynika, że 45 procent gospodarstw domowych w Polsce nie ma odłożonych żadnych pieniędzy.

Za tę tragiczną sytuację należy podziękować rządowi i parlamentowi. Polacy muszą płacić coraz wyższe podatki, obowiązkowe składki ubezpieczeniowe (pracownik otrzymuje zaledwie 59 procent kwoty, którą wydaje na niego pracodawca) i szereg różnych opłat. Wiele regulacji, wymuszanych między innymi przez Brukselę i wprowadzanych przez naszych polityków, ogranicza wolny rynek, przez co wzrastają ceny różnych towarów i usług. Do tego dochodzi podatek korupcyjny (w obszarach, gdzie państwo mocno ingeruje w rynek) i najbardziej podstępny, bo niewidoczny na co dzień podatek inflacyjny.  Z roku na rok coraz większe pieniądze płyną strumieniami na politykę socjalną np. domy dziecka, rodziny zastępcze, rodziny niewydolne wychowawczo, a ludzie zajmujący się polityką społeczną w wielu gminach i tak mówią, że gaszą pożar, a nie zapobiegają mu. 

W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że w Polsce coraz trudniej żyć i aż 2,5 miliona ludzi wyemigrowało z kraju za chlebem, a jak pisze „Financial Times", w ciągu najbliższych pięciu lat z kraju może wyjechać kolejne 500-800 tysięcy Polaków. Polska znajduje się w czołówce krajów świata, jeśli chodzi o ilość emigrantów. W 2010 roku zajęła niechlubne czwarte miejsce zaraz za Chinami, Rumunią i Indiami. Jesteśmy świadkami materializacji się słów Leszka Millera, byłego premiera z SLD, który przed unijnym referendum bezczelnie stręczył Polaków za wstąpieniem do Unii Europejskiej, by mogli potem migrować za pracą. Efekt jest taki, że Polacy obcym krajom i narodom budują dobrobyt: Wielkiej Brytanii, Niemcom, Holandii, Irlandii, Szwajcarii, a nawet Islandii.

Oczywiście nonsensem jest powszechne twierdzenie, że bezrobocie w Polsce utrzymuje się na poziomie „tylko" 13 procent, bo byłoby znacznie wyższe, gdyby nie emigracja. Przecież ci ludzie, gdyby zostali w Polsce, to również tworzyliby popyt na różne towary i usługi, generując tym samym powstawanie dodatkowych miejsc pracy. I te miejsca pracy tworzyłyby dobrobyt w Polsce, a nie w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Irlandii, tak jak dzieje się to obecnie. Pewne jest jedno – emigracja powoduje, że często dochodzi do rozpadu więzi małżeńskich i jest to jeszcze jeden – poza ekonomicznym – negatywny skutek ubóstwa Polaków.

Tomasz Cukiernik
www.tomaszcukiernik.pl

Go to top