Jesteś tutaj: HomeSŁOWNIK"Wierzący - niepraktykujący"

"Wierzący - niepraktykujący"

Pusty_grbFelieton radykalny czyli Katolik „ale”

Na pewno każdy z Państwa spotkał kiedyś kogoś, kto mówił o sobie mniej więcej tak: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”. Szczególnie wielu takich ludzi słyszałam w Polsce po roku 90.

Mówili, że owszem Boże Narodzenie, w Wielkanoc pójść do święconki, ale co tydzień do kościoła, to już dewocja. Słowo daję, spotkałam takich! Dużą rolę odegrał w tego typu myśleniu, poprzedni system, który relatywizował normy moralne. Kraść nie wolno, ale wynieść z zakładu pracy – owszem! Przecież to wspólne, więc tylko wycofuję swoje udziały! Tak to trwało, aż wrosło w naszą mentalność i wielu zapomniało, że nie można być katolikiem czasami, wtedy, kiedy nam wygodnie. Nie da się tylko trochę wierzyć, podobnie, jak nie można być trochę w ciąży. Z doświadczenia wiem, choć nie jest to regułą, że tego typu stwierdzenia padają z ust ludzi jakoś z Kościołem skonfliktowanych. Czasem są to rozwodnicy, byli seminarzyści, czasem, młodzi, zrażeni do sakramentów przez nierozsądnego kapłana czy katechetę. No cóż, życie nie jest proste, ale to nie może być alibi na letniość wiary i zaniechanie. Albo wierzymy w Boga = żyjemy według Jego praw, albo z pełną świadomością konsekwencji deklarujemy ateizm. Dlatego nie podejmuję dyskusji z ludźmi, którzy „są ze sobą” choć nie mają przeszkód do zawarcia sakramentu małżeństwa i biadolą nad brakiem zrozumienia u Księdza Proboszcza, który odmawia im ochrzczenia dziecka. Oburzałabym się, gdyby było inaczej. Podobnie z pochówkiem. Niedawno ukazał się artykuł w tzw. kolorowej prasie, gdzie oburzony dziennikarz chłostał ostrymi słowami kapłana, że nie raczył odprowadzić zmarłego na cmentarz i pomodlić się nad jego grobem. Wytropił sprawę dzięki informacjom rodziny nieboszczyka. Tylko gdyby wykazał się choć odrobiną rzetelności dziennikarskiej dowiedziałby się, że ów nieszczęsny człowiek do ostatnich dni swoich bluźnił przeciw Bogu, obrażał kapłanów, nienawidził Kościoła jako instytucji pełnej nienawiści i podłości. Czy czynił tak z powodu choroby alkoholowej czy głębokiego przekonania, nie wiem, ale rodzina z pewnością miała tego świadomość, choć częściej sypiał na ławce pod płotem, niż w domu.

Nie mnie oceniać tych ludzi, ale dziwić się nie przestanę… Skoro rozumiemy, że  niepracujący nie dostanie kredytu w banku, albo nieubezpieczony musi zapłacić za leczenie, dlaczego ateista musi mieć katolicki pogrzeb czy ochrzczone dziecko? Katolicyzm zobowiązuje.  W Piśmie Świętym są wszystkie wskazówki. Katechizm tez sporo wyjaśnia, trzeba tylko przeczytać ze zrozumieniem. Jezus  umarł  za nasze grzechy i zmartwychwstał faktycznie.

Nie liczyłabym na to, że na Sądzie Ostatecznym da się „coś wynegocjować”. Miłosierdzie Boże jest ogromne, ale trzeba się na nie otworzyć. A piekło istnieje ... i nie jest puste.

Go to top