Jesteś tutaj: HomeWYDARZENIAJak zwyciężać? Powstanie Wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 r. - minęło 100 lat

Jak zwyciężać? Powstanie Wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 r. - minęło 100 lat

Mural o Powstaniu Wielkopolskim w LusowieRozmowa z Michałem Krzyżaniakiem, dyrektorem Muzeum Powstania Wielkopolskiego w Lusowie

Elżbieta Lachman: Jednym z najważniejszych autorów sukcesu Powstania Wielkopolskiego był generał Józef Dowbor-Muśnicki. Jakie trzeba mieć cechy charakteru, żeby tak zwyciężać?
Michał Krzyżaniak: Powstanie Wielkopolskie tak naprawdę to sukces zbiorowy. Każdy, kto się w nie zaangażował, był ważny. Generał nic nie zdziałałby bez szeregowego, a szeregowy bez generała. Jednak trzeba przyznać, że generalskie cechy charakteru miały spore znaczenie. Józef Dowbor-Muśnicki przybył do Wielkopolski 8 stycznia 1919 r., żeby objąć dowództwo Powstania Wielkopolskiego. Zanim to nastąpiło odbył rozmowę z Marszałkiem Józefem Piłsudskim, który potwierdził nominację Narodowej Rady Ludowej. Przyszły dowódca chciał stworzyć armię profesjonalną na swoich warunkach. Był zasadniczy, miał wartości, których starał się przestrzegać.

Jego kodeks miał obowiązywać także żołnierzy. Generał Dowbor-Muśnicki wprowadził Rotę Przysięgi – prawdziwy żołnierz przysięgał. Twierdził, że żołnierz bez przysięgi nie jest żołnierzem, ponieważ walczy dla siebie, dla kolegów lub dla pieniędzy. Wprowadzenie przysięgi, a w niej odniesienia do Boga powodowało, że żołnierze zaczynali sami siebie inaczej postrzegać. Z oddziałów powstańców zaczęto tworzyć wojsko. W miejsce mundurów niemieckich z polskimi symbolami wprowadzono nowe – polskie. Przekształcanie grup powstańczych w regularne wojsko miało zdyscyplinować szeregi i skupić walczących na wspólnym wysiłku, jakim było odzyskanie niepodległości. Generał chciał wojska apolitycznego i bez wewnętrznych konfliktów. Wcześniej widział błędy w wojsku Imperium Rosyjskiego, w którym dopuszczono do tworzenia komitetów partyjnych. Właśnie tego chciał uniknąć w swojej armii. Wielkopolskie pułki jazdy otrzymywały sztandary. Wprowadzono symbolikę; na wszystkich były wizerunki Matki Boskiej, każdy pułk miał swojego patrona w Niebie, święta pułkowe wiązały się początkowo z dniem patrona, potem wiązano je z datami zwycięskich walk. W pierwszych miesiącach powstania wszystkie uroczyści wojskowe były połączone ze świętami kościelnymi. Ten element spajał wojsko i ludność cywilną. Żołnierze byli przecież synami, ojcami, mężami, a ludność miała ich wspierać.

EL: Jak konkretnie wyglądało to wsparcie?
MK: Ofiarność Wielkopolan była ogromna i datki na wojsko płynęły także po zawieszeniu broni. Przekazywano między innymi dary pieniężne, złote i srebrne sztućce i wiele wartościowych przedmiotów. Dzięki temu możliwy był zakup amunicji broni oraz wypłata żołdu. W Poznaniu zaczęły funkcjonować fabryki amunicji i opatrunków. Wojsko musiało przecież być zaopatrzone w każdą potrzebną rzecz, żołnierzy trzeba było wykarmić. Warto wspomnieć, że społeczeństwo wielkopolskie było w tamtym czasie jednym z bogatszych, bo Wielkopolska w latach 1914-1918 nie była dotknięta wyniszczającymi działaniami wojennymi, jak inne regiony kraju. Przez niemieckich zaborców była traktowana jako swojego rodzaju spichlerz i rolnictwo było na wysokim poziomie. Świadomość własnej tożsamości Polaków była wysoka, mimo że byli przez Niemców tłamszeni, np. zabraniano używania mowy polskiej. Przez lata prowadzili wewnętrzną walkę o zachowanie religii i kultury i doprowadzili ją do perfekcji, dlatego w momencie wybuchu powstania dziesiątki tysięcy ludzi wychowanych w duchu patriotycznym były gotowe do działania. Oczywiście nie wszyscy tak do tego podchodzili – dla wielu to był obowiązek, wielu pójście do boju traktowało jak przygodę, okazję do zerwania z szarą rzeczywistością. Czasami takie podejście kończyło się rozczarowaniem i bywało, że powstańcy dezerterowali. Znane są przypadki, że po zwycięskiej bitwie żołnierze wracali do domów, ponieważ uważali, że zrobili swoje. Przybycie Muśnickiego ukróciło tego typu zachowania.

EL: Można było obserwować owoce wieloletniej pracy organicznej.
MK: Praca u podstaw oraz wartości, które przez lata były wypracowywane, w momencie kulminacyjnym zostały wykorzystane. Armia Wielkopolska w szczytowym okresie liczyła ponad 100 tysięcy ludzi. Na wojsko łożyło całe społeczeństwo, które w znacznym stopniu przyczyniło się do zwycięstwa nad zaborcami. Trzeba podkreślić, że Wielkopolanie nie skupiali się na swoim fyrtlu – prowadzono np. zbiórki pieniędzy, odzieży i żywności dla Polaków we Lwowie. Miasta Poznań i Lwów zostały w tamtym czasie połączone przyjaźnią.

EL: Czego wymagał generał Dowbor-Muśnicki od swoich żołnierzy poza doskonaleniem umiejętności bojowych?
MK: Znamy kilka ciekawostek: generał zakazał używania w orkiestrach wojskowych wielkich bębnów, ponieważ były wprowadzone przez butnych Prusaków. Uznawał je za prymitywne. Kiedyś przyłapał żołnierzy, zaczepiających panny spacerujące po Placu Wilhelmowskim (dzisiejszy Plac Wolności). Wszyscy dowiedzieli się wtedy, że Generał życzy sobie, aby żołnierze zachowywali się godnie, a nie jak w jakimś podbitym kraju. Są między swemi, są polskimi żołnierzami, a polski mundur zobowiązuje, więc zakazał tego typu zachowań. Czasami dochodziło do buntów – największy miał miejsce w Biedrusku, a dotyczył awansów. Został przez Generała stłumiony, a z elementu, który był niezdyscyplinowany, utworzono Poznański Ochotniczy Batalion Śmierci. Następnie został on wyekspediowany na front litewsko-białoruski. Żołnierze z tego batalionu wsławili się w walkach o Wilno, ich sztandar wisiał potem w Ostrej Bramie.

EL: Co konkretnie robił generał Józef Dowbor-Muśnicki w Lusowie?
MK: Prowadził gospodarstwo i wychowywał czwórkę dzieci, ale nie szło mu to najlepiej. Przez większość swego życia był wojskowym i dla niego było oczywiste, że wydaje rozkazy i wszyscy go słuchają. Od 1921 był na emeryturze, zakupił pałac w Lusowie i tutaj gospodarzył. Z dorastającą młodzieżą nie da się współdziałać rozkazami. Żołnierzy można zamknąć, ale własne dzieci już nie. Najstarszy syn Giedymin wyjechał do Francji na studia i słuch po nim zaginął. Córka Janina nie dogadywała się z ojcem. Syn Olgierd był podchorążym lotnictwa, jednak podobno z przyczyn miłosnych popełnił samobójstwo. Najmłodsza córka raczej nie sprawiała kłopotów. Natomiast po śmierci chorującej na gruźlicę żony Agnieszki General miał wieczne kłopoty z niańkami, o czym wiadomo z zachowanej korespondencji. Janina w 1940 roku została rozstrzelana w Katyniu, a ukochana córka Agnieszka po dwóch miesiącach w Palmirach pod Warszawą.

EL: Czy Pana zdaniem Powstanie Wielkopolskie jest wystarczająco doceniane?
MK: Powstanie Wielkopolskie jest jednym z nielicznych zwycięskich powstań polskich. Było największym z tych, które odniosły sukces. Faktycznie, bardziej gloryfikuje się porażki... W Wielkopolsce nie było dramatycznych zwrotów akcji, nasze powstanie było też stosunkowo bezkrwawe: od 27 grudnia 1918 r. do 16 lutego 1919 r. poległo z ran, chorób i wypadków niespełna 2 tysiące żołnierzy. Powstanie Wielkopolskie z pewnością należy do najwspanialszych kart naszej historii.
EL: Dziękuję za rozmowę.

Rozmowa została zarejestrowana w listopadzie 2017 r., a wywiad ukazał się w świątecznym numerze magazynu AVE Księży Zmartwychwstańców (Poznań-Krzyżowniki-Smochowice)

Go to top