Pierwsze Dziecko

„Dzieci to takie moje płuco-serce” mawiała moja mama. Zrozumiałam to dopiero kiedy sama zostałam matką. Kiedy przed piętnastoma laty zaszłam w pierwszą ciążę moja koleżanka z pracy, nie  ukrywając zdziwienia, ze zniesmaczononą miną zapytała: „O mój Boże, ty chcesz mieć dziecko?” Znała mnie od strony zawodowej. Dawałam z siebie bardzo dużo, pracowałam w weekendy, często po godzinach, zdarzało się, że także wieczorami.

W rozmowach ze znajomymi i rodziną byłam raczej monotematyczna – interesowała mnie przede wszystkim praca. Jak ktoś taki może chcieć dziecka? Mąż też sporo pracował, często wyjeżdżał w delegacje. Jednak po trzech latach małżeństwa chcieliśmy już powiększyć naszą dwuosobową rodzinę.

Pierwsze dziecko zmienia wszystko. Powoduje prawdziwą rewolucję w każdej dziedzinie życia: psychicznej, duchowej, zawodowej. Zmieniają się życiowe priorytety. Dar życia to prawdziwy cud. Każde dziecko jest najbardziej namacalnym dowodem na istnienie Boga. Dzięki dzieciom wyzwalają się w nas nie odkryte wcześniej pokłady miłości, poświęcenia, radości, współodczuwania. Używając języka reklamy - pojawia się absolutnie nowa jakość życia. J

Kiedy przed siedmioma laty na świat przyszło nasze trzecie dziecko, bezdzietna z wyboru koleżanka, zadała mi zaskakujące pytanie: Co się właściwie robi na co dzień z dziećmi? Przyznaję, że odpowiedzi na to pytanie szukam także dzisiaj.

W domu jest pięcioro dzieci. Znalezienie chwili tzw. "wolnego czasu dla siebie” ·jest dość trudne. Od strony technicznej odpowiedź jest prosta – zmienianie pieluch, karmienie, spacery, wożenie „starszaków” na treningi i inne pozalekcyjne zajęcia itd. Jednak jeśli zanurzam się głębiej, to w gruncie rzeczy chodzi o coś więcej w tej naszej rzeczywistości. Dzieci są nam powierzane dosłownie na chwilę. Chcemy je nauczyć właściwego postrzegania celu, jakim jest nasze ZBAWIENIE.

Mamy wobec nich szereg zadań, ale Jezus uczy nas, że także od nich możemy, a nawet powinniśmy· się uczyć. „Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”(Mk 10,13-15). ·

Jest w tych słowach niezwykła prawda. Dorastając w nowczesnym społeczeństwie wielu z nas· nauczyło się, jak zagłuszać własne sumienie, mówić półprawdami i manipulować innymi. Komunikowanie społeczne jest w dzisiejszych czasach często grą na pozory, na gesty, na słowa. Wystarczy wejść do przedsionka teorii negocjacji, by przekonać się, na jak wiele sposobów można traktować otaczający nas świat. Arystoteles ze swoją definicją prawdy byłby zagubiony.

To właśnie dzieci przypominają nam podstawowe prawdy o prostocie serca - wielkim rozumie, jaki umieścił Bóg w naszych duszach.

Wczoraj odebrałam od znajomego jeden z tych kiczowatych maili, w których przedstawia się przeróżne życiowe sentencje. Na jednej z plansz było o porzuconym przez Boga człowieku, który wzywał jednak Jego pomocy, poszukiwał Jego znaków. Bóg na kilka sposobów objawiał się człowiekowi. Gdy ten wołał o cud, narodziło się dziecko, ale człowiek nie spostrzegł, że to cud… Kto dziś wierzy w cuda? „Przecież wiemy skąd się biorą dzieci”

Przyjaciel naszej rodziny wrócił niedawno z rekolekcji ignacjańskich. Opowiadał, jak przez kilka dni prowadzony przez duchownego wsłuchiwał się w słowa Boga, który realnie przemawia przez swoją obecność, obraz.

Bóg lubi ciszę. Jak Bóg ma się nam objawiać, gdy otaczamy się codziennie setkami zbędnych informacji i obrazów, które zaśmiecają nasz umysł, tak że już nie widzimy i nie słyszymy? Tymczasem cudów jest mnóstwo – codziennie, tylko próbujmy je dostrzegać.

Wieczność przychodzi do nas niebawem w cudzie Bożego Narodzenia. W czasach, gdy możliwe staje się rodzenie dzieci z wybranym kolorem oczu, nie-rodzenie gdy zachodzi ryzyko choroby genetycznej, a może strach przed ciężarem obowiązków, odrzuceniem przez bliską osobę lub otoczenie. Na świat przychodzą dzieci de facto „zamówione” przez osoby homoseksualne.

Tymczasem Bóg w Bożym Narodzeniu objawia się nam po prostu na sianie jako dar Ojca. Przychodzi w zwyczajnej codzienności, w biedzie, chociaż jest KRÓLEM. Jezus staje się naszą szansą na wspaniałą wieczność i przez swoje człowieczeństwo przypomina o sobie w sposób namacalny – zupełnie ludzki.

A co na to Maryja z Józefem?

Co zrobiliby dzisiaj, gdyby żyli w 2010 roku,·realizowali się zawodowo, oglądali wieczorne newsy, spali dobrze w nocy i po porannej kawie nie przejmowali się Aniołem ze snu?

Bóg uzdalnia do nowych zadań i wyzwań. Wierzę, że nie wkłada na ramiona człowieka krzyża, którego nie da się udźwignąć, takiego ponad siły. Po dwóch ciężkich porodach odechciało mi się kolejnych dzieci. Czas płynął, a przeróżne zdarzenia ·przygotowywały naszą rodzinę na zupełnie nowy wymiar życia o imieniu wielodzietność.