Fotolia 30889040 XSZadzwoniła do mnie wzburzona koleżanka, bo jechała samochodem z dziećmi i nagle zaczęto nadawać reklamę środka na potencję. Reklama oczywiście w swej wymowie obrzydliwa. W ogóle, co w obecnych czasach naturalne, nie zakładająca wierności małżeńskiej, ani nie kojarząca seksu pozamałżeńskiego z czymś złym.

Ot, nasza polska rzeczywistość... Codzienność... Biały dzień, dzieci słuchające i patrzące na przekazy o mniej lub bardziej zawoalowanych tekstach erotycznych... I my, już właściwie zrezygnowani, nie zwracający na to uwagi, bo przecież i tak nic nie można z tym zrobić... Naprawdę? Nic?

A mnie się wydaje, że jednak można. I wystarczy czasami niewiele, ale i to „niewiele" wymaga i wysiłku, i odwagi, i chęci. Po pierwsze, nie jest tak, że takie treści w przestrzeni publicznej to norma. Nie. To nasze prawo, okazuje się, jest w tym względzie zbyt liberalne. Tak, tak, nie tylko nie jesteśmy zaściankiem i Ciemnogrodem, ale wręcz przeciwnie, większość naszych reklam z golizną w tle w ogóle nie ujrzałaby światła dziennego nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w wielu krajach Europy. Zatem, jeśli pozwalamy, żeby nasze dzieci tak były bombardowane treściami z pogranicza pornografii, to rzeczywiście zasługujemy na miano Ciemnogrodzian.

Po drugie, trzeba reagować, a to wymaga ogromu odwagi, bo a nuż, jak zwrócę Panu uwagę na stacji benzynowej czy w kiosku z prasą, że nie życzę sobie w zasięgu wzroku moich dzieci pism pornograficznych, to nazwie mnie – z pobłażliwym uśmieszkiem pod wąsem – dewotką albo zapyta poufałym tonem: „Ma Pani z tym problem?".
Po trzecie, jest też droga prawna, jeśli osoba, której zwrócimy uwagę nie reaguje, można zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa na policję czy do prokuratury, powołując się na artykuł 202 Kodeksu karnego, który stanowi: „§ 1. Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2. Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."

Nie musimy być zatem bezradni, jeśli nam to przeszkadza, jeśli przeszkadza to w wychowywaniu naszych dzieci, to reagujmy. Jeśli sami nie czujemy się na siłach, zawsze możemy dołączyć do Stowarzyszenia Twoja Sprawa http://www.twojasprawa.org.pl – nie bądźmy tylko obojętni. Czasami wystarczy tak niewiele...
Kiedy moja córka miała 5 lat i na stacji benzynowej zapytała: „Co to?", wskazując na wyłożone tuż przy kasie prezerwatywy, odparłam: „Spytaj tego pana, który to tu tak pięknie poukładał, pewnie wie..." I spytała  Mina sprzedawcy – bezcenna. Kiedy policjant nie chciał zareagować na pismo z podpisami rodziców ze szkoły, że w kiosku tuż obok, nad okienkiem, w którym uiszcza się opłatę, eksponowany jest magazyn z panienką w wyuzdanej pozie, twierdząc, że to tylko lekka erotyka a nie pornografia – spytaliśmy, czy chciałby, żeby tę „lekką erotykę" oglądała jego 7-letnia córka. Nie chciał. Zareagował.

Naprawdę można! Wystarczy się tylko przestać wstydzić. To jest niezbędne, żeby ocalić wstyd naszych dzieci. Wstyd, który niezbędny jest im w prawidłowym rozwoju.